Pierwszoklasiści w Warszawie

    Jeśli ktoś zapytałby gimnazjalistę, która z wycieczek jest tą najpopularniejszą, odpowiedź byłaby jedna: ta do Warszawy. Skoro już w stolicy byli wszyscy, po co znów organizować wyjazd właśnie tam? To proste – nikt nie powie, że zobaczył wszystko, co warte jest obejrzenia, a jeśli dorzucić do tego fakt, że Łazienki, Wilanów i Zamek Królewski czekają w listopadzie na turystów bez opłat, jak z tej oferty nie skorzystać?

   15 listopada wyruszyliśmy do stolicy, nie zważając na jesienny już chłód, bo któż przejmowałby się pogodą, jeśli w busie dopisują wszystkim humory. Wyposażeni w zapakowane przez rodziców pyszności, podążaliśmy w pełnym składzie: cała 1a ze mną jako wychowawczynią i pani Iwona Ogonowska jako opiekunka. Po godzinie dziewiątej byliśmy już w Łazienkach.

   Z pewnością ogrody królewskie wyglądają piękniej wiosną, ale można oglądać je przez cały rok. My tym razem zwiedzaliśmy wnętrza Pałaców: na Wyspie i Myślewickiego. Ten pierwszy to letnia rezydencja ostatniego króla Polski Stanisława Augusta. Poprzez posągi i zdobienia Sali Balowej – za sprawą mitologicznych odniesień – król chciał przekazać potomnym, że na mądrości, pięknie i zamiłowaniu do sztuki oparł swe rządy.

  Ponieważ kolejnym przystankiem miał stać się dla nas Zamek Królewski, postanowiliśmy nabrać sił w McDonaldzie, zwłaszcza że wizyta w tej siedzibie królów stanowiła dla nas wielkie wyzwanie. Z przejęciem oglądaliśmy galerię obrazów, przepięknych pomieszczeń odbudowanych po całkowitym zniszczeniu w wyniku II wojny światowej. Mieliśmy jednocześnie świadomość, że to tutaj 3 maja 1791 roku Sejm Rzeczypospolitej uchwalił Konstytucję, a cała Polska do dziś rokrocznie ten doniosły fakt świętuje.

   Zwiedzanie zakończyła projekcja dwóch filmów, ukazujących historię Zamku zarówno tę od jego początków do II wojny światowej, gdy Niemcy obrócili go w ruinę po upadku Powstania Warszawskiego, jak i tę najnowszą, gdy w latach siedemdziesiątych odbudowano ten skarb naszej kultury, wiernie rekonstruując jego bryłę architektoniczną, wnętrza, zdobienia i wyposażenie.

   Wróciliśmy do Węgrowa nieco zmęczeni, ale bogatsi o wiedzę i przeżycia, których nie dostarczyłby nam żadne lekcje w szkole.

Ludmiła Kalata