Szkolny korytarz czy wybieg dla modelek?

Gdy wstaję rano, zwykle zastanawiam się, w co mam się ubrać. Lubię dobrze wyglądać, czuję się wtedy lepiej i pewniej. Biorę szybki prysznic, smaruję twarz kremem i zaglądam do szafki z ubraniami.

Jak zwykle nic w niej nie ma. Nie mam się w co ubrać! W rezultacie biorę jeden ze swetrów, zakładam dżinsy, czeszę się i idę do szkoły.
Na korytarzu szkolnym mijam różne dziewczyny. Wiele z nich nie przypomina uczennic. Mają wymalowane oczy, włosy, tonę fluidu na twarzy, torebkę zawieszoną na łokciu i rękę uniesioną lekko do góry. Wyglądają trochę śmiesznie – czyżby jakaś pani po trzydziestce zgubiła się wśród uczniów. Nie, nie sprawia wrażenia zagubionej, paraduje dumnie z podobnie wyglądającymi koleżankami. Obserwują, czy zostały dostrzeżone wśród tłumu szaraków. Prawda, wyróżniają się bardzo, ale czy są pozytywnie odbierane przez rówieśników?

Łazienka to ich królestwo, tu spędzają całe przerwy. Oczywiście trzeba utrzymać ten „idealny” wygląd. Błyszczyk i tusz do rzęs idą w ruch. Po tak pracowitym dniu nasze koleżanki muszą odpocząć w domu. Wybierają ciuchy, kosmetyki i przygotowują się do następnego dnia. Ciężkie jest życie takiej „modelki”. Jednak nie powinno się oceniać książek po okładkach, bo często wnętrze jest o wiele bogatsze niż nam mogłoby się wydawać.

Natalia Dobosz